Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z jakim władze urządziły wszystko. Każdy podróżny miał swoje miejsce. Ale na stacji Austerlitz tłum ludzki opanował pociąg. Pootwierały się drzwiczki, jak gdyby miały pęknąć; pakunki i dzieci wrzucano przez okna. Ludzie tłoczyli się, jak gdyby uciekali przed pożarem. W przestrzeni, przeznaczonej dla ośmiu pasażerów, umieściło się czternastu; korytarze zapchały się walizkami, na których sadowili się nowo przybyli. Znikły różnice stanowe. Ludność wiejska pchała się do wagonów zbytkownych w nadziei, że tam znajdzie więcej miejsca. Ci, którzy mieli bilety pierwszej klasy, szukali tańszych wagonów w próżnej nadziei, że tam będą jechać swobodniej. Na bocznicach czekały od poprzedniego dnia swojej godziny odejścia olbrzymie pociągi, złożone z wagonów bydlęcych. Teraz były one napchane ludźmi, którzy siedzieli na drewnianej podłodze lub na krzesłach, przyniesionych z domu. Każdy pociąg był jak obozowisko, wyczekujące niecierpliwie chwili wyruszenia, a podczas gdy stał nieruchomy, sterty tłustych papierów i torebek od owoców, gromadziły się dokoła niego.
Tłum szturmujący popychał się, przepraszając i przebaczając sobie wzajemnie, po bratersku. „Na wojnie, jak na wojnie“ mówiono, jako najwyższą wymówkę. I każdy przyciskał się do sąsiada, aby mu zrobić kęs miejsca, by wsunąć jego mizerne węzełki pomiędzy inne pakunki, pokładzione gdzie się dało, z całkowitem lekceważeniem najprostszych zasad równowagi. Juljan zwolna tracił swoje przywileje po-