Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


o narodowości męża donji Heleny i miejscu zamieszkania jej rodziny. Donja Helena była Argentynką... Ale pomimo milczenia tych dziewczyn Don Marceli lękał się jakiej demonstracji ze strony egzaltownego patrjotyzmu, polującego na szpiegów, dzięki czemu siostra jego żony mogła się znaleźć w koncentracyjnym obozie, jako podejrzana o konszachty z wrogiem.
Pani von Hartrott nie nadawała się zgoła do uśmierzania tych obaw. Zamiast zachowywać roztropne milczenie, wprowadzała w dom niezgodę swemi poglądami.
W pierwszych dniach wojny przebywała zamknięta w swoim pokoju, pokazując się w rodzinnem gronie tylko, gdy ją wezwano do sali jadalnej. Z zaciśniętemi ustami i roztargnionym wzrokiem siadała do stołu, udając, że nie słyszy słownych wylewów zapału Don Marcelego. On zaś opisywał wymarsze wojsk, wzruszające sceny na ulicach i na dworcach, rozwodził się nad pierwszemi wiadomościami z pola wojny z optymizmem niezdolnym do najlżejszego powątpiewania. Dwie rzeczy zwłaszcza były dla niego ponad krytykę: bagnet był talizmanem Francuza i Niemcy czuli niezwalczony strach przed jego błyskiem; natychmiast szli w rozsypkę. A działo 75-cio calowe było poprostu nieoszacowanym klejnotem. Tylko jego pociski trafiały. Artylerja nieprzyjacielska budziła w nim politowanie, bo jeżeli przypadkiem udało jej się dobrze wycelować, to jej obusy nie eksplodowały. A w dodatku wojska francuskie wkroczyły zwycięsko do Alzacji i różne narody szły z nami.