Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jeszcze wątpliwą, sama przygotowała i spakowała mu rzeczy, by mała walizka mogła pomieścić wszystko, co było niezbędnem w życiu na wojnie. Ale Margarita odgadywała wewnętrzną mękę biednej kobiety i wysiłki aby się ta nie ujawniła w wilgoci jej oczu, w drżeniu rąk. Niepodobieństwem jej było opuścić matkę bodaj na chwilę. A potem nastąpiło rozstanie:
— Bądź zdrów! synu mój! Spełnij swoją powinność, ale bądź roztropnym.
Ani jednej łzy; ani jednej oznaki słabości. Cała rodzina sprzeciwiła się stanowczo, żeby go odprowadzała na kolej... Siostra mu będzie towarzyszyć! A wróciwszy do domu, Margarita zastała ją siedzącą sztywno w fotelu, spokojną na pozór jak głaz. Nie wspominała imienia syna; mówiła tylko o przyjaciółkach, które także posyłały swoich na wojnę, jak gdyby one jedne tylko mogły znać ten ból.
„Biedna mama!“ pisała Margarita. „Muszę być przy niej, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Jutro, jeżeli będę mogła, przyjdę do ciebie“.
Nareszcie przyszła. Przedewszystkiem wytłumaczyła Juljanowi prostotę swego kostjumu tailleur; brak wszelkich klejnotów i ozdób.
— Wojna, mój drogi. Teraz cały szyk polega na tem, by przystosowywać się do okoliczności; naśladować wstrzemięźliwość i skromność żołnierzy. Kto wie, co nas czeka.
Troska o ubiór towarzyszyła jej we wszystkich chwilach życia.