Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


patrzy inaczej, niż kiedy siedzi w domu i robi, co mu się podoba.
Tego wieczora, kiedy zamordowano Jaurés'a, Robert ryczał ze złości, wołając, że następny dzień będzie dniem zemsty. Poleciał do towarzyszy ze swojej sekcji, żeby się dowiedzieć, co zamierzają przeciwko burżujom. Ale wojna miała wybuchnąć. Coś było w powietrzu, co sprzeciwiało się wojnie domowej, co pogrążało w niepamięć osobiste krzywdy, ogniskując wszystkie dusze w jednem dążeniu.
— Przed tygodniem — mówił dalej — byłem antimilitarystą... Jak mi się to wydaje dalekiem!... Jak gdyby upłynął rok. Myślę tak samo jak dawniej: kocham pokój, nienawidzę wojny i podobnie wszyscy towarzysze. Ale my Francuzi nie zaczepialiśmy nikogo, a oto nam grożą; chcą nas ujarzmić... Bądźmy jak dzikie zwierzęta, skoro nas do tego zmuszają, ażeby się dobrze bronić, niechaj nikt nie wychodzi z szeregu; niech wszyscy słuchają... Rewolucja nie wyłącza karności. Przypominam sobie wojska pierwszej Republiki: wszyscy obywatelami, zarówno generałowie, jak prości żołnierze; ale Kleber i inni mieli twardą rękę; umieli dzierżyć władzę i nakazywać posłuszeństwo.
Ten stolarz posiadał pewne wykształcenie. Oprócz dzienników i broszur „ideowych“ czytał wydania zeszytowe Micheleta i innych artystów Historji.
— Wydawszy wojnę wojnie — dodał — będziemy się bili, żeby ta wojna była ostatnią.