Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sardoniczny uśmiech zniszczenia wykrzywiał jego trupią twarz. Cienkie jak patyki race wywijały olbrzymią kosą. Ze spiczastych ramion zwieszał się strzęp całuna.
I wściekła kawalkada czterech jeźdźców przeleciała jak huragan po bezmiernej rzeszy ludzkiej. Niebo nad ich głowami nabierało sinego odblasku zachodu. Straszliwe, bezkształtne potwory fruwały w prostopadłych skrętach dokoła tej razii, niby wstrętny orszak. Ludzkość oszalała ze strachu, uciekała na wszystkie strony, słysząc tętent rumaków Moru, Wojny, Głodu i Śmierci. Mężczyźni i kobiety, młodzi i starzy potrącali się i padali na ziemię we wszystkch[1] możliwych postawach przerażenia, zdumienia i rozpaczy. A konie: biały, czerwony, czarny i wyblakły tratowały ich swemi nieubłaganemi kopytami: siłacz słyszał chrzęst własnych, potrzaskanych żeber, konało dziecko, przytulone do piersi matczynej, starzec zamykał na zawsze powieki z jękiem niemowlęcia.
— Bóg usnął i zapomniał o świecie — ciągnął dalej Rosjanin. — Nieprędko się obudzi, a podczas jego snu czterech jeźdźców, wasalów Bestji, uganiać będzie po ziemi, jako jej jedyni władcy.
Mówiąc, podniecał się własnemi słowami. Wstał z krzesła i zaczął chodzić po pracowni wielkim krokiem. Jego własny opis czterech klęsk, jakie się objawiły posępnemu poecie, wydał mu się niedołężnym. Wielki malarz nadał cielesne kształty tym straszliwym widziadłom.

— Mam książkę — szepnął Czernow — cenną książkę.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – wszystkich.