Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nia się ludziom przez miecz, przez głód, przez mór, i przez dzikie bestje.
Czterech jeźdźców puściło się szalonym, miażdżącym pędem, tratując po głowach wystraszonej ludzkości.
Tu Czernow opisał czterech katów ziemi tak dokładnie, jak gdyby na nich patrzył. Jeździec na białym koniu miał szatę jaskrawą i barbarzyńską. Jego wschodnia twarz krzywiła się szpetnie, jak gdyby węszył trupy. Podczas gdy rumak jego galopował, on naciągał łuk, by z niego wypuszczać zarazę. Na plecach podskakiwał mu kołczan z bronzu, pełen zatrutych strzał, mieszczących w sobie zarodki wszystkich chorób i tych, które nawiedzają ludzi spokojnych w ich domowem zaciszu, i tych, które zajątrzają rany żołnierza na polu walki.
Drugi jeździec, ten, który dosiadał czerwonego rumaka, wywijał olbrzymim, obosiecznym mieczem, nad zjeżonymi gwałtownością pędu włosami. Był młody, ale brwi groźnie ściągnięte i wykrzywione usta nadawały mu wyraz nieubłaganej wściekłości. Szaty jego, rozwiane w galopie, odsłaniały atletyczną muskulaturę.
Trzeci jeździec, stary, łysy, i straszliwie chudy trząsł się na spiczastym grzbiecie czarnego konia. Jego kościste nogi ściskały zapadłe boki wynędzniałej szkapy. Wyschłą ręką pokazywał wagę, symbol skąpej żywności, która miała dosięgnąć ceny złota.
Kolana czwartego jeźdźca, kanciaste jak ostrogi, bodły żebra wyblakłego konia. Poprzez jego pergaminową skórę rysowały się kości i wiązania szkieletu.