Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ci ludzie zrozumiawszy, że opór ich będzie daremny, poddadzą się dobrowolnie. W każdym razie zobaczymy się niezadługo. Z przyjemnością powrócę do Paryża, gdy sztandar naszego Cesarstwa powieje z wieży Eiffel. Kwestja czterech, do pięciu tygodni. W początkach września, niewątpliwie.
Francja miała zniknąć z horyzontu; to było dla doktora pewnikiem matematycznym.
— Pozostanie Paryż — dodał — pozostaną Francuzi, bo narodu nie unicestwia się łatwo, ale zajmą oni miejsce, jakie im przynależy. My będziemy rządzili światem; oni niech się troszczą o mody, o uprzyjemnienie życia cudzoziemcom, którzy do nich przyjeżdżać będą, a na polu intellektualnem będziemy ich dopilnowywać, żeby kształcili ładne aktorki, pisali zajmujące powieści i dowcipne komedje... Nic więcej.
Juljan roześmiał się, ściskając rękę kuzyna i udając, że bierze jego słowa za żart.
— Mówię serjo, ciągnął dalej Hartrott. — Ostatnia godzina Republiki francuskiej, jako potężnego państwa, wybiła. Przypatrzyłem się jej zbliska i uważam, że nie zasługuje na inny los. Nieład i brak zaufania u góry; pusty zapał u dołu.
Odwróciwszy głowę, zobaczył znowu uśmiech Argensoli.
— A my znamy się trochę na tem — dodał wyzywająco. — Jesteśmy przyzwyczajeni do studjowania narodów, które już minęły, do studjowania ich atom po atomie i od pierwszego rzutu oka możemy poznać psychologię tych, które jeszcze żyją.