Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


warte są tego, co będzie kosztować wojna w ludziach i pieniądzach... Uznaje naszą wielkość; twierdzi, że rozwinęliśmy się pod każdym względem tak szybko, jak tego nie potrafiłyby dokonać żadne inne ludy. A jest dużo takich, którzy myślą jak twój ojciec; ci wszyscy, którzy są zadowoleni ze swego dobrobytu i lękają się go stracić. Wierzaj mi, kraj, który wątpi i boi się wojny, jest już zwyciężony przed pierwszą bitwą.
Juljan okazał pewien niepokój, jak gdyby chciał przerwać rozmowę.
— Zostaw mego ojca. Dziś mówi tak, ponieważ wojna nie jest jeszcze faktem dokonanym, a on potrzebuje koniecznie przeczyć, oburzać się na wszystko, co go otacza. Jutro może będzie mówił inaczej. Mój ojciec jest Latynem.
Profesor spojrzał na zegarek. Musi odejść i tak ma jeszcze wiele rzeczy do załatwienia, zanim uda się na stację. Niemcy, mieszkający w Paryżu, uciekli masowo, jak gdyby krążył pomiędzy nimi jakiś rozkaz tajemny. Dziś wieczór wyjadą ostatni, którzy jeszcze pozostali ostentacyjnie w stolicy.

— Przyszedłem do ciebie powodowany rodzinnem przywiązaniem, gdyż było moim obowiązkiem dać ci radę. Jesteś cudzoziemcem i nic się[1] tutaj nie zatrzymuje. Jeżeli chcesz być świadkiem wielkiego wydarzenia historycznego, pozostań. Ale lepiej będzie, jeżeli wyjedziesz. Wojna będzie ciężką, bardzo ciężką, a jeżeli Paryż zamierza stawić opór, jak poprzednio,

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – cię.