Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzać słowa tych pesymistów, by się utwierdzać w wierze o swojej wyższości.
Z południowem roznamiętnieniem, przeskakującem bez stopniowania z jednej ostateczności w drugą, wielu Latynów dowodziło, że w świecie przyszłości nie było miejsca dla konających już społeczeństw łacińskich, dodając, że tylko Niemcy zachowały ukryte siły cywilizacyjne. Francuzi, którzy żrą się pomiędzy sobą, wpadając w najjaskrawsze ostateczności i nie zdając sobie sprawy, że są tacy po drugiej stronie drzwi, co ich słuchać mogą, powtarzają od wielu lat, że Francję toczy rak rozkładu i że dąży sama do upadku. A potem oburzają się, że ich lekceważą nieprzyjaciele. Alboż oni sami nie przyczynili się do tego rozumowania?
Profesor mylnie tłumacząc sobie nieme potakiwanie tego młodzieńca, który dotychczas słuchał go z ironicznym uśmiechem, dodał:
— Czas już, byśmy wnieśli do Francji kulturę niemiecką, zaszczepiając ją jako zwycięzcy.
Tu przerwał mu Argensola:
— A jeżeli kultura niemiecka nie istnieje, jak to twierdzi pewien sławny Niemiec?
Chciał koniecznie sprzeciwić się temu pedantowi, który ich przygniatał swoją pychą. Hartrott, aż podskoczył na krześle, słysząc to bluźnierstwo.
— Jaki Niemiec?
Nietsche!
Profesor spojrzał na niego z politowaniem: Nietsche powiedział bowiem: „Bądźcie twardzi“, za-