Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mili światu pojawienie się nowej i groźnej choroby: „choroby Paryża“.
Donna Luiza poparła córkę: Dlaczego ona nie ma mieszkać w Europie tak samo, jak jej siostra, będąc od niej bogatszą? Nawet Julek oświadczył z powagą, że w starym świecie uczyć się będzie z większym pożytkiem. Ameryka nie jest ziemią mędrców.
Wreszcie ojciec zadał sobie to samo pytanie, dziwiąc się, że mu to wcześniej nie przyszło do głowy, żeby jechać do Europy; trzydzieści cztery lata bez wytknięcia nosa po za granice kraju, który nie był jego ojczyzną. Teraz nadeszła pora do wyjazdu. Mieszkał za blizko interesów. Napróżno chciał zachować obojętność rentjera, który się wycofał z interesów. Wszyscy dokoła niego ciągnęli zyski z pieniędzy. W klubie, w teatrze, gdzie tylko poszedł mówiono o kupnie, o sprzedaży, o kapitałach trzykrotnie zwiększonych w krótkim czasie dzięki szczęśliwym spekulacjom, o potężnych likwidacjach. Zaczęły mu ciążyć sumy, które więził bezczynnie po bankach. Skończy na tem, że wplącze się w jakąś spekulację jak gracz, który nie może zobaczyć rulety nie sięgnąwszy ręką do kieszeni. Dla czego nie warto było porzucać wsi. Rodzina jego miała słuszność: „Do Paryża“! Do Desnoyers'ów jechać do Europy, znaczyło jechać do Paryża. Mogła ciocia z Berlina opowiadać niestworzone rzeczy o ziemi swojego męża.
— Brednie! wykrzyknął Julek, który miał sposobność do porównawczych studjów geograficznych i obyczajowych w swoich nocnych hulankach — Niema jak Paryż!