Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiwał Karl, który stał się bardziej wymagającym, gdy się dowiedział, że jego małżonka nie została pominięta w testamencie.
Po odczytaniu testamentu nastąpiły dość przykre dni dla rodziny. Helena i jej najbliźsi patrzyli na tamtych, jak gdyby się ocknęli ze snu i jak gdyby wszystko ukazywało im się w jakiemś nowem świetle. Zapominali o tem, co mieli otrzymać, widząc jedynie o tyle lepsze uposażenie krewnych.
Desnoyers, dobrotliwy i pojednawczy, powziął pewien plan. Doświadczony w administracji temi olbrzymiemi dobrami, wiedział, że podział pomiędzy spadkobierców podniesie tylko koszta, nie zwiększając dochodów. Obliczał również jakie powstaną spory i powikłania, jeżeliby się chciało sprawiedliwie podzielić te wszystkie grunta dawniej i świeżo nabyte. Setki tysięcy sztuk bydła, kapitały złożone w bankach, nieruchomości miejskie i ciężary hipoteczne. Czy nie lepiej byłoby zostawić wszystko po dawnemu? Alboż nie żyli dotąd w szczęśliwej zgodzie jako jedna rodzina?
Niemiec, wysłuchawszy tej propozycji, odtrącił ją z dumą. Nie; każdy niech weźmie swoje. Każdy niechaj żyje w swojej sferze. On chciał osiedlić się w Europie i rozporządzać swobodnie swojem mieniem Potrzebował wrócić do „swego świata“.
Popatrzył mu oko w oko Desnoyers, widząc jakiegoś nieznanego Karla, Karla którego istnienia nie