Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


naleźli, już nie żył. Tak skończył centaur, jak żył zawsze, ze szpicrutą w ręku i nogami rozstawionemi w kabłąk, jak gdyby miał dosiąść konia.
Testament jego znajdował się na przechowaniu u pewnego prawnika w Buenos Ayres prawie w tak podeszłym wieku jak on sam. Rodzina przelękła się, ujrzawszy ten ogromnych rozmiarów dokument. Jakież straszliwe rozporządzenia zawierał? Odczytanie pierwszej części uspokoiło Helenę i Karla. Stary uczynił główną spadkobierczynią żonę Desnoyersa, ale i tak pozostała ogromna część dla „romantyczki“ i jej rodziny. „Czynię to — nadmieniał Madariaga — przez pamięć mojej biednej nieboszczki i żeby ludzie nie gadali“. Potem następowało ośmdziesiąt sześć legatów, liczących tyleż paragrafów olbrzymiego testamentu. Osiemdziesiąt sześć głów, mężczyzn i kobiet kolorowych, którzy zamieszkiwali posiadłości Madariagi w charakterze pracowników lub dzierżawców doznali ostatniej, ojcowskiej szczodrobliwości starego. Na ich czele figurował Celadonio, który jeszcze za życia swego dobroczyńcy dość się zbogacił, bez żadnej innej pracy, tylko wysłuchując jego gadania i powtarzając: „Tak będzie, panie“. Więcej niż miljon pesów przedstawiały te darowizny w gruntach i bydle. Ostatnim z legatarjuszów był Julek Desnoyers, Dziadek wymienił go specjalnie, zapisując mu pokaźne grunta, by miał na osobiste wydatki, nie oglądając się na to, co mu da ojciec“.
Ależ to przedstawia olbrzymie sumy — utys-