Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Stary, dziecinniejąc coraz bardziej, nie zdawał sobie dokładnie sprawy ze stosunku namiętności do lat. A mały jeździec patrząc na pieniądze zapytywał sam siebie, co by to była za Chinka i dlaczego ma jej dawać podarunki.
Desnoyers musiał odrywać syna od tych pouczań dziadka. Na nic się nie zdało sprowadzać nauczycieli dla Julka lub posyłać go do miejscowej szkoły. Madariaga wykradał poprostu wnuka i wymykali się razem hasać po polach. Wreszcie Desnoyers umieścił chłopca w wielkiem gimnazjum stołecznem, gdy ten skończył jedynaście lat. Wtedy stary zwrócił uwagę na siostrę Julka, liczącą wtedy dopiero trzy lata i obwoził ją jak tamtego z ranczy do ranczy przed sobą w siodle. Wszyscy ją nazywali Cziczi, jak niegdyś matkę, ale dziadek dawał jej przydomek „łobuzka“ podobnie jak bratu. I Cziczi, która chowała się zdrowo i swobodnie, zajadając na śniadanie mięso i mówiąc przez sen o pieczeni, z łatwością przystosowała się do wskazówek starego. — Chodziła ubrana jak chłopiec, dosiadała konia po męzku i, by zasłużyć na przydomek „dzielnego gaucha“, nadany jej przez dziadka, nosiła nóż zatknięty za pasek. Oboje uganiali po polach od rana do nocy. Dziewięciolatka Cziczi rzucała już wprawnie lassem na bydło.
Madariagę gniewało najbardziej, gdy rodzina przypominała mu jego starość. Gdy Desnoyers radził mu, by siedział spokojnie w domu pienił się ze złości, jak gdyby go znieważano. Z wiekiem stawał się coraz bardziej przedsiębiorczym i zuchwałym; podwajając ruchli-