Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wyobraź sobie wojnę. Co za okropność. Życie towarzyskie sparaliżowane. Skończą się zebrania, stroje, teatry. Może być nawet, że zaprzestaną tworzyć nowe mody. Wszystkie kobiety w żałobie... Pojmujesz ty to? I Paryż opustoszały!... A taki śliczny wydał mi się dzisiaj, gdym tu szła na twoje spotkanie... Nie, to być nie może! Wyobraź sobie, że na przyszły miesiąc jedziemy do Vichy;! mamie są potrzebne wody; a potem do Biaritz. Następnie jestem zaproszona do jednego zamku nad Loarą... A prócz tego jest nasza sprawa, mój rozwód, nasz ślub, który mógłby się odbyć na przyszły rok... I wojna miałaby popsuć to wszystko!... Nie, to nie możliwe. Są tacy, jak mój brat i inni, jak on, którym się wciąż śni niebezpieczeństwo Niemiec. Jestem pewna, że mój mąż, który lubi zajmować się tylko rzeczami poważnemi i nudnemi należy także do tych, co wierzą w blizkość wojny i przygotowują się do niej. Co za niedorzeczność! Powiedz mi, że to niedorzeczność. Potrzebuję, żebyś mi to powiedział.
I uspokojona zapewnieniami kochanka zmieniła przedmiot rozmowy. Możliwość nowego małżeństwa przywiodła jej na pamięć cel podróży Desnoyersa. Nie mieli czasu pisać do siebie podczas tej krótkiej rozłąki.
— Dostałeś pieniędzy? Z radości, że cię widzę zapomniałam o tylu rzeczach!...
On zaczął opowiadać, przybierając ton człowieka doświadczonego w interesach. Przywiózł mniej, niż się spodziewał. Natrafił w kraju na jeden z jego periodycznych kryzysów. Ale pomimo to zdołał zebrać czterykroć sto tysięcy franków. Ma w pugilaresie czek na