Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kapitan prosi Boga, by utrzymał pokój pomiędzy Niemcami a Francją i tuszy sobie, że przyjaźń pomiędzy dwoma narodami będzie wzrastała z każdą chwilą.
Powstał drugi mówca przy tym samym stole. Był on najbardziej szanowanym z pomiędzy niemieckich pasażerów, bogaty przemysłowiec z Düsseldorfu, który wracał z przeglądu swoich filji w Ameryce. Nigdy o nim nie mówiono po nazwisku. Posiadał tytuł radcy handlowego; dla swych rodaków był Herr Comerzienrath tak, jak jego małżonkę tytułowano Frau Comerzienrath. Pani radczyni znacznie młodsza od twego poważnego pana i władcy, zaraz z początku podróży, zwróciła na siebie uwagę Desnoyers‘a. Ona, ze swej strony, uczyniła wyjątek dla tego młodego Argentyńczyka, od pierwszych słów wyrzekając się swego tytułu.
— Na imię mi Berta — rzekła z godnością, niczem Księżna Wersalska, do pięknego „labusia“, siedzącego u jej stóp.
Mąż jej również sprzeciwił się, żeby Desnoyers nazywał go „radcą“, jak jego ziomkowie.
— Moi przyjaciele nazywają mnie kapitanem. Dowodzę oddziałem landsturmu.
I gest, jaki towarzyszył tym słowom przemysłowca, zdradzał melancholję człowieka niezrozumiałego, który gardzi zaszczytami, jakiemi go pasą, by myśleć wyłącznie o tych, jakich nie posiada.
Podczas, gdy przemawiał, Juljan przypatrywał się jego małej główce i potężnemu karkowi, co razem