Strona:Humorystyczne kolendy szopki ludowej (2).djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeść by chciało
Jak zwyczajny, głodny zwierz.
Trza napełnić osiem brzuchów,
A tu z forsą bardzo krucho,
Mo i rób człeku co chcesz,
Dziś jeno ale
Jednak wcale
Losem nie martwią się, nie,
Bo odkryłem, wymyśliłem
Sposób na kłopoty swe.
Gdy redukcje będą nowe,
To usmażę swą teściowę
I pożywim wszyscy się.B.



Kolenda sztubaka
(na melodję „Wśród nocnej ciszy“

Święta, oj święta — semestr nadchodzi
Dwój na cenzurze belfer sześć spłodził
Opuszczonych godzin kupę
Matka da mi chyba w... głowę
Z wielkiej rozpaczy.
Oj na wagary sobie chodziłem
I pensjonarki słodko tuliłem
Jedna dwója się upiekła
Lecz promocja mi się wściekła
O rany Julek!
Małem na lekcje forsę od mamy,
A wydawałem na młode damy
Na cukierki na ciasteczka,
A raz była i wódeczka
I usteczka też.
Lecz raz na słodkiej randce mnie złapał
Jak belfer srogi i groźny papa
Zaprosił mnie na rozmowę
No i dobrze zmył mi głowe