Strona:Historya Stefana na Czarncy Czarnieckiego.pdf/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kazimierza, tudzież o tem, że han tatarski i Kozacy obiecali znaczne posiłki, a nadewszystko że do konfederacyi tyszowieckiej zewsząd garnęli się obywatele, takim gniewem był zapalony, iż niemógł przenieść sobie, aby zmyśloną dotąd łagodnością pokrył żal, który ztąd uczuł, ale groźnemi słowy z tem się dał słyszeć, iż się mścić będzie za uczynioną przeciwko sobie zdradę, i niedotrzymanie danej mu wiary. Zostawiwszy więc Steinboka z dziewięciu tysiącami w Prusiech przy dobywaniu Malborga, którego bronił Weyher wojewoda malborski, mąż nienaruszonej wiary ku swemu królowi, dał się Polski wpośrzód najtęższych mrozów, i naprzód do Łowicza, a z tamtąd jak najśpieszniej przybył do Solca, gdzie Czarniecki pobudzał obywatelów do obrony ojczyzny, i zwielką szybkością przechodząc z pułkami, był na przeszkodzie neiprzyjacielowi[1]. Niczego bardziej nie pragnął Karol, ajko aby się spotkał z Czarnieckiml ale ten za nieprzyzwoitość sądząc dla siebie, aby się miał stawić w miejscu tak licznemu wwojsku, przebywszy przez Wisłę udał się na bok, częścią aby z tyłu szaprał nieprzyjaciela, częścią aby zmordowane wojsko nagłą podróżą i zimowemi niewygodami, ściganiem dalszem osłabiał, i czynił zwłokę, na której wiele zależało naszym. Z tem wszystkim Karol mając go zawsze na oku, i całą pomyślność swoję zakładając na klęsce jego, powziąwszy wiadomość, iż stoi pod Gołębiem między Wisłą i Wieprzem, udał się jak najśpieszniej z wojskiem, i jak tylko świtać zaczęło, uderzył na straż stojącą po szlakach, która zmięszana nagłem przybyciem nieprzyjaciela, poszła zaraz w rozsypkę. Tą klęską straży uwiadomione wojsko nasze o nieprzyjacielu, dosiadło jak najprędzej konie i wyszło w pole, dając tak mocny odpór Duglasowi, iż przymuszony był cofnąć się nazad; w tem ustępowaniu przyciśniony od naszych, zepchnął znaczną część lewego skrzydła z wysokiego brzegu Wisły, zkąd o lód wiele szwankowało, a wiele opuściwszy konie, aby ujść podobnego przy-

  1. Kochowski Climact. II. na karcie 109.