Strona:Historya Stefana na Czarncy Czarnieckiego.pdf/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


swoją na wały. Najpierw Balent chorąży pułku koryckiego, młodzieniec pięknego serca, wdarłszy się na sam wierzchołek, i mając w ręku chorągiew świętego Michała przywoływał swoich ogłaszając zwycięstwo. Zbiegli się natychmiast mieszkańcy, dając odpór wpadającym na wały, a gdy jeden z szeregowych podpalił dom najbliższy, i pożar wszczęty coraz bardziej się szerzył, oblężeńcy częścią strwożeni tym nagłym przypadkiem, częścią zdjęci rozpaczą, sami domy swoje podpalać zaczęli i wspólnie się żegnając, jedni drugim śmierć zadawali. Ta dzikość widzieć się dała w samych nawet kobietach, które przez wściekłą jakąś nienawiść, czyli też przez rozpacz, w ogień albo w studnie wrzucały siebie i dzieci, tak dalece, iż żona setnika nazwanego Zawistny, zabiwszy swoją ręką męża, usiadła na baryłce prochu i podpaliła go pod sobą, aby nie wpadła żywo w ręce zwycięzcy. Przez całą noc paliło się miasto, a srogość, którą pokazali nasi w wycięciu mieszkańców, ściągnęła plamę na samego wodza, nie usprawiedliwiając go, iż w owych wiekach nie znał zwycięzca praw ludzkości, i okrucieństwo poczytał za tryumf, a dzikość za potrzebę wojenną. Przyszło szesnaście tysięci obojej płci zginęło w mieście[1]. Największe jednak okrucieństwo, które wojsko nasze popełniło naówczas, dało się widzieć po dobyciu Buszy. Obok tego miasta była jaskinia w skale, do której wiele oblężeńców obojej płci schroniło się uciekając przed srogością zwycięzcy. Już odpoczął był żołnierz otarłszy oręż zbroczony krwią mieszkańców, gdy pacholicy szukając wszędzie łupu, po śladach kobiet uciekających, tudzież i zostawionych po drodze chustkach, które im bojaźń z rąk wyrywała, doszli do owej jaskini, i w niej siedmdziesiąt wyrywała, doszli do owej jaskini, i w niej siedmdziesiąt osób schronionych z rozkazu Celarego rotmistrza niemiłosiernie wycięli. Nadaremnie wycieńcza to okrucieństwo dziejopis owych czasów Kochowski, składając na upór i zaciętość niechcących się poddać, chociaż im

  1. Kochowski Climactere I na karcie 144, 145 146.