Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 70 —

nie folgują pęta, A tu zewsząd piekielne godzą nań zwierzęta... — Ciężko mnie pan Bóg karze za gorzałki picie! — Jęczał, gdy mu płókali mordę przy korycie I gdy zbrojni kamraci po takowych hecach Prowadzili go ze wsi z rękoma na plecach.
Nie wiem, czy się żegnali z Walkiem transporterzy, Ale na tem też ludziom wiele nie zależy: Co tu jednak rzecz ważna i warta wspomnienia. To, że gdy matce jego rzekli: — do widzenia! — Niskie mądrej kobiecie złożyli ukłony, Mówiąc coś o nagrodzie dla niej przeznaczonej.
W tydzień po onej srogiej wizycie żandarów Odebrała do prawdy srebrnych sto talarów, Razem z wielką pochwałą za swoją odwagę, Że pomściła burmistrza i miasta zniewagę.
Skoro po wsi gruchnęła ta nowina rzadka, Że wór pełen pieniędzy ma