Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 56 —

mówić chudzina nie może, czy nie chce. Musiał myśleć, że to mu w nos wleciała mucha, Bo zamierzywszy ręką w oczy łupnął drucha. — A toć ożył! — Wach rzecze, słodką strojąc minę, I palcami Walkowi w nos pcha medycynę. Przy tem płuca nadyma, dech mu w gębę zieje, Jak to baba gąsięciu tchnieniem nosek grzeje, Gdy przejechała przez nie duża gnoju fura, Przecież tem ogrzewaniem wcale nic nie wskóra.
Byłby może się z Walkiem biedził Wach do nocy, Gdyby nie był zkądinąd odebrał pomocy; Skuteczniejsze, niż proszki i mądre leczenie, Było znierpliwionych osłów zatrąbienie. Gdy tak oba płaczliwie rozpoczęły ryki, Zaraz Walek na nogi porwał się jak dziki, Myślał snać, że go aniół na sąd boży woła, Blędnie okiem zamdlonem zatacza dokoła, Błoto z zaczka otrząsa i oczy przeciera, Zwolna też przytomności