Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 53 —

bity nie czeka, Jeno, co starczą nogi, za bramę ucieka.

5. Siła złego na jednego.

Zmokły, pokaleczony, z zaczkiem zdartym w szmaty, Wlókł się po pijanemu Walek nasz do chaty. Jeszcze nieraz się w drodze z ciężkim spokał losem. Parę razy głęboko ziemię zorał nosem, Częste z lewej na prawą zataczał zygzaczki, Niby kiedy z jęczmienia zaganiają kaczki. Czasem nieco w plugawym odpocząwszy dole, Wylazł z błota jak diabeł wykąpany w smole. Troszyneczkę wytrzeźwiał po onej kąpieli, Stąpa wiele już prościej, śmieje się, weseli.
Widać już las zakrzewski, coraz żwawej kroczy, W tem go nagle uderza wielka jasność w oczy, Jak gdy gwiazdy na niebie w ciemną noc zaświecą, Albo gdy się zaiskrzy niebo błyskawicą. Upadł w znak