Strona:Henryk Sienkiewicz-Potop (1888) t.3.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skam!... Jak będę chciał brodę golić, to języka od waści pożyczę!

Uczta przeciągnęła się do późna w noc; przerwało ją dopiero przybycie kilku szlachty zpod Tykocina, którzy przywieźli wieść, że podjazdy Radziwiłła sięgają już tego miasta.