Strona:Henryk Sienkiewicz-Listy z Afryki.djvu/228

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Arab, który popisywał się przed nami konną jazdą, co w ogóle Arabowie lubią czynić wobec europejczyków, albowiem wszyscy posiadają niemałą dozę próżności. On przelatywał w największym pędzie tak blisko nas, że mógł stratować które z dzieci i dlatego ks. Ruby prosił go w końcu, by obrał inne pole dla swych popisów.

    Odpoczynek dzieci z misyi na wycieczce w głąb wyspy.

    Zostaliśmy wreszcie sami. Dzieciska, strudzone drogą, pospały się zaraz w trawie. Nadeszły godziny największego upału i bezwzględnej