Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ku niebu skroń — ku ziemi dłoń!
Tam Boga chwal — tu hartuj stal!
Tam dojść się ucz — tu kuj i tłucz!
Aby twa praca wydała plon,
Byś miał gotowy, gdy przyjdzie skon,
Żelazny do nieba klucz.

Każde słowo potężnej pieśni brzmiało w powietrzu z taką siłą, że Złotopolski z młodym inżynierem nie stracili ani jednego dźwięku.
— A co, panie?
Złotopolski milczał.
— W innej fabryce nie usłyszysz pan takiej pieśni.
— Dlaczego?
— Czyś pan nie słyszał po jakiemu śpiewają. W innych fabrykach pracują cudzoziemcy.
Złotopolski zmarszczył brwi i szybko zbliżył się do inżyniera.
— Jak to pan rozumiesz?
— Dyrektor oddalił cudzoziemców, a postarał się o naszych ludzi — odparł inżynier.
Obie ręce Złotopolskiego spoczęły na ramionach towarzysza.