Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To mówiąc młody inżynier przeskoczył z belki na belkę; Złotopolski podążał za nim.
— Ostrożnie, bo pana pasy złapią! Tędy!
Tymczasem pociemniało na dworze, w budynku zabłysły kinkiety, a przy ich blasku, przy łamaniu się światła z cieniem, sala przybrała fantastyczne pozory jakiegoś przedsionka piekieł.
— Koło zębate o podwójnem działaniu wynalazku dyrektora! — zakrzyczał głosem cycerona inżynier.
Złotopolski spojrzał na ukazywany mu okrągławy potwór, kręcący się ze wściekłością w ciemnym kącie.
— Klapy bezpieczeństwa systemu amerykańskiego, zastosowane pierwszy raz w kraju przez dyrektora!
Jaś zagryzł wargi. Czemże on był przy owym Iwaszkiewiczu?
— Dmuchawki, zabezpieczające robotników od opiłków, zastosowane przez dyrektora!
— Mało musicie mieć robotników, kiedy ich tak zabezpieczacie?