Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mów.
— Że i ja tego nic a nic nie rozumiem.
— Nie odzywaj się, Antosiu, zanim się nie namyślisz — rzekł Rossowski.
— I napróżno łamię sobie głowę, co ona przez to rozumiała — ciągnął dalej Złotopolski.
Miś rozczesał faworyty.
— Mój kochany — rzekł — nie ty jeden napróżno łamiesz sobie głowę. Ja także myślę nad jedną kwestyą, z której żadną miarą nie mogę sobie zdać sprawy.
— Czy nie miłosna także kwestya? — spytał Maszko.
— Nie! Spojrzyjcie na moje ubranie.
— A toż co? pogniecione, pomięte, guzików brak?
— Otóż ma ono związek z moją kwestyą. Myślę, co za przyjemność może znajdować szlachta polska w takiem ściskaniu się, od którego boki bolą i całowaniu, które sprowadza puchnięcie policzków.
— Godne Misia! godne Misia! — zawołał Maszko. — Czyś tego doświadczył.