Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mną, — ale że ona, Fania, nigdy nie odda mi ręki, bo Iwaszkiewicza kocha. Gdy to mówiła, miała łzy w oczach i w głosie. I ja byłem wzburzony. Nie sądziłem, żeby była tak uczciwą, a nigdy nie widziałem jej równie piękną. Nie zląkłbym się stu Iwaszkiewiczów, ale nie mogę znieść łez kobiecych. Powróciłem do domu zły i z klinem w głowie, bo zapomniałem wam powiedzieć, że wczoraj powtórzyła mi już drugi raz słowa, które, niech zginę, jeśli rozumiem.
— Cóż to takiego?
— Że szliśmy z Iwaszkiewiczem (którego oby czart porwał!) dwiema odmiennemi drogami.
— No, więc?
— I że gdyby nawet nie kochała jego, to, mając wybór między nami, oddałaby mu rękę już za to, że szedł drogą wprost przeciwną mojej.
— Cóż to za zagadka?
— Równie ją rozumiem, jak każdy z was.
— A wiesz, Jasiu, co ja ci powiem? — przerwał książę Antoś.