Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I Złotopolski dawał.
Miał on naturę szlachcica polskiego, ową naturę, która to wyraźnie występowała w księciu „Panie kochanku”, gdy np. chodził między szlachtą i dawał jednemu czapkę: „weź!” — drugiemu pas: „trzymaj!” — trzeciemu szablę: „masz!” i tak aż do szarawarów.
Złotopolski nie umiał także odmawiać. Zresztą, jak tu się oprzeć dowodom przyjaźni?
Prócz tego wydawał śniadania, na których można się było najeść i napić honeste — ano, nie brakło mu gości.
W parę dni po wieczorze u pani Bujnickiej i po rozmowie jej z córką, Złotopolski siedział u siebie, w towarzystwie księcia Antosia i Maszki. Rozmawiali o narzeczonej księcia.
— Co ty z nią będziesz robił? Ha! ha! Z Berlińskich księżna M...ska, to dobrze brzmi! — rzekł Maszko.
— Co będę robił? Jeśli się ożenię, ona będzie siedziała na wsi, a ja w Paryżu.
— Albo papa, mama i dziadek Berlińscy ci pozwolą?