Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I co więcej? — pytała gorączkowo matka.
— I nic więcej.
— Nic?
— Nic więcej, ale i to, co było, było bardzo niedobrze. Ja sama się oskarżam, ale...
— To było do najwyższego stopnia mouvais genre.
— Nie uważa na genre, kto kocha.
— Przestań! Słyszałaś, żeby panienka dobrze wychowana postępowała w ten sposób?
— Nie, mamo! nie słyszałam. Sama się obawiam, ale też i tłumaczę się przed własnem sumieniem przywiązaniem, jakie czuję dla Iwaszkiewicza. Gdybym po tem, co zaszło, jeszcze złamała słowo — to byłoby szkaradnie!
— Przecie tego nikt nie widział?
— Bóg widział. Ja za nic w świecie nie złamię słowa danego Iwaszkiewiczowi.
— Słuchaj-że, uparta dziewczyno: ja nie będę ciebie przymuszała, byś szła za Zło-