Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


takiemi dwoma ludźmi dojdzie i na czem się skończy.
A tymczasem panienka służebna skończyła ją rozbierać i odeszła. Fania zdmuchnęła świecę. W pokoiku dziewiczym zapanował mrok, tylko promień księżyca wkradał się białem pasemkiem za kotarę łóżka, tylko srebrna lampka, zawieszona przed posążkiem Madonny, świeciła w cieniu, niby robaczek świętojański. Nastała cichość — siostra nocy, kochanka nocy — jak mówią poeci.
Nagle w przyległym pokoju dały się słyszeć czyjeś kroki, drzwi się otworzyły i pani Bujnicka w białym negliżu, ogarniając dłonią płomyk świecy, weszła do sypialni córki.
Fani serce zabiło niespokojnie, podniosła się na łóżku.
— Mama nie śpi jeszcze? — spytała.
— Nie, moje dziecko.
Pani Bujnicka siadła przy łóżku córki.
— Moje kochane, moje drogie dziecko! — przemówiła drżącym głosem.
W oczach Fani zakręciły się łzy; pochyliła się ku wyciągniętym dłoniom mat-