Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy przynajmniej pomyślnie panu poszło? W naszych ciężkich czasach nie masz nic kłopotliwszego, jak gospodarstwo.
— Nikt tego lepiej nie wie, jak ja, który przez trzy tygodnie przeszło musiałem siedzieć na wsi. Ale przynajmniej muszę oddać sobie sprawiedliwość, że interesa uregulowałem tak, jakem się sam nawet nie spodziewał.
— Tak pomyślnie?
— Tak pomyślnie.
— Faniu, uważasz, co pan Złotopolski powiada? Jakże się szczerze cieszymy! Szkoda, że pan wcześniej nie przyszedł, byłybyśmy z Fanią posłuchały szczegółów.
— Ja sam wyznaję, że przyszedłem cokolwiek późno — rzekł z naciskiem Złotopolski — ale mam nadzieję, że nie zapóźno.
Chwila milczenia.
— W każdym razie witamy pana, jako miłego gościa — rzekła pani Bujnicka.
— Który przyrzeka, że swoje opóźnienie będzie się starał wszelkiemi siłami naprawić — odrzekł, schylając głowę Jaś.