Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I Fani.
— A któż zabroni Iwaszkiewiczowi ożenić się z nią, skoro został przyjęty?
— Ja! — rzekł z mocą Jaś.
Maszko zauważył, że przy owem: „ja” oczy Złotopolskiego zabłysły dziwną dumą, że mimo delikatności rysów, stał się wówczas podobny do wszystkich Złotopolskich, których portrety wisiały w sali jadalnej.
— Czy ty myślisz — spytał — że Iwaszkiewicz ci ustąpi?
Złotopolski uspokoił się szybko i odpowiedział już chłodno.
— To mi wszystko jedno, wiem tylko, że ja nie ustąpię. Mój drogi Maszko! wierzaj, że tu nie chodzi mi o Fanię, ale o mój honor. Gdyby ktokolwiek z pomiędzy nas oświadczył się Fani podczas mojej nieobecności, anibym palcem ruszył. Ale ponieważ nazywam się Złotopolski, nie mogę pozwolić pierwszemu lepszemu intruzowi, żeby mi w drogę wchodził. Dlatego nie cofnę się nawet przed pojedynkiem, a nadto mnie znasz, żebyś miał wątpić o tem.