Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


raków, ten mógłby osądzić, że cudem jakim został przeniesiony w krainę Szprei. Z okien biło jasne światło i dochodził gwar ożywionej rozmowy; czasem pudel zaszczekał, czasem zadźwięczała gitara, zabrzękły kufle. Zamiast pieśni, onych prostych o Jasieńku i Kasieńce, brzmiała teraz bardziej ożywiona nuta: „Wo ist das deutsche Vaterland?!” zamiast smętnego: „danaż, oj dana!” słychać było weselsze: „ein, zwei, drei!” Nigdy tyle życia nie bywało w Złotopolu, chyba może za tych czasów, gdy dwór i dziedzińce wrzały rojami szlachty, zgromadzonej na turka lub szweda. Ale dziś był to widok spokojniejszy i bardziej stosowny do naszej epoki. Zamiast strasznych pancernych, kręciły się po podwórzu jasnowłose Mädchen, po płotach zamiast kulbak i znaków bojowych zwieszały się niebieskie pończochy tychże Mädchen. Ehe! inne trochę czasy, a tamte minęły, jak i wiele innych rzeczy, które minęły także...
Z początku bawił Złotopolskiego ten ruch i to rozbudzone życie. Przytem czuł to, co czuje każdy człowiek po spełnieniu