Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kareta toczyła się szybko wśród głuchych i pustych ulic. Osoby, siedzące w karecie, pod wpływem rozlicznych wrażeń nie mówiły do siebie nic.
Pani Bujnicka spała, — jeżeli nie tak uprzejmie, jak miała zwyczaj sypiać na kanapach podczas długich wieczorów tańcujących, to równie smacznie. Pani Szemiot tonęła zapewne w rozmyślaniach, że jechać karetą daleko jest wygodniej, niż chodzić piechotą. Iwaszkiewicz nakoniec rozmyślał, że owa śliczna i ukochana jego Fania, której oddech mógł teraz łowić uchem, krótką już tylko chwilę będzie przy nim tak blisko.
Nagle ciszę przerwało westchnienie Fani.
Westchnienie to było tak ciche i niewyraźne, że nie dosłyszała go ani pani Szemiot, ani pani Bujnicka, a i Iwaszkiewicz odczuł je raczej.
Nagle zadrżał.
Zdało mu się, że Fania silniej oparła się na jego ramieniu.
Tymczasem zwolna kłoniła się ku niemu jej złota główka. Pełne woni, a mięk-