Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


innych filarów salonów państwa C., a następnie przyszła i sama pani Bujnicka. Iwaszkiewicz z coraz wzrastającym niepokojem zauważył, że Fania przez resztę wieczoru była milcząca i niby smutna; unikała starannie jego wzroku, a oczy jej błądziły z nieokreślonym wyrazem po całym salonie. Zmiana w jej twarzy uderzyła wkrótce i matkę.
— Co tobie jest, Fanieczku, czyś nie chora? — spytała matka. — Może wrócimy już do domu?
— Dobrze — odrzekła krótko.
— Ale obiecałam odwieść panią Szemiot. My wysiądziemy, a ona pojedzie dalej. I ja już jestem zmęczona. Et voila i pani Szemiot! Jedziemy.
Fania była niepojęcie milcząca. Nawet wówczas, gdy Iwaszkiewicz już w przedpokoju otulał ją ciepłym płaszczem jesiennym, prócz lakonicznego „merci”, nie usłyszał od niej ani słowa.
Dopiero gdy wsadziwszy panie do powozu, gotował się zamknąć drzwiczki, Fania przerwała milczenie.