Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Chciałem nawet — odpowiada młodziutki filar — iżby po egzekucyi Bethowena egzekwował jeszcze i Chopina, ale powiedziano mi, że czeka nas co innego.
— Cóż nas jeszcze czeka?
— Doświadczenia hrabiego Władzia z magnetyzmem. Oto nawet wnoszą już stół. Muszę iść, bo się tam bezemnie nie obejdzie.
Z temi słowy młodziutki filar opuszcza Fanię i śpieszy tam, gdzie jego obecność jest konieczną.
— Przerwano nam naszą rozmowę — rzekła Fania — a chwila jej była dobra, ale teraz znów jesteśmy tak prawie, jak samotni.
Iwaszkiewicz spojrzał na nią wyrazistemi oczyma.
— Zatem dla mnie wraca dobra chwila — rzekł.
Fania zamyśliła się jakoś.
— Każda dobra chwila ma to do siebie — rzekła — że już nie powraca raz drugi.
— I dlatego?...
— Dlatego trzeba umieć z niej korzystać.