Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jaśnie panie, a ze Złotopolem jak będzie.
— Nie nudźcie mnie już wszyscy razem i idźcie do djabła, raz powiedziałem.
— Ha! to trzeba iść. Niech panu Bóg nie pamięta. My głupi ludzie jesteśwa, ale my rozumiewa, że to jakoś nie dobrze dzieje się teraz między panami.
Panowie znów zostali sami.
— Czy rzeczywiście, takie szkody ci robią? — spytał Złotopolskiego Miś Rossowski.
Mais parol d’honneur! i nietylko mnie, ale wszędzie.
— No, to dlaczego raz im tego księża nie wytłumaczą? — przerwał książę Antoś.
— Bo mają co lepszego do tłumaczenia — odpowiedział Miś. — Dziwię się, mój Antosiu, że nie rozumiesz tego. W dzisiejszych czasach są kwestye ważniejsze i obchodzące bardziej ludzi w dobrym duchu. Wstydź się, Antosiu, tego nie rozumieć.
Książę Antoś się obraził.
— Wiedzą ludzie i bez tego, kto jestem.