Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ee! bo to trudno spamiętać.
— Jasiu, każ mu jeszcze dać wódki. A no, przecie musicie pamiętać, co jegomość mówili?
— Ono przeszłej niedzieli to jegomość narzekali na mularzy chyba, czy co?
— Jasiu, daj mu jeszcze kieliszek! Na kogo? na kogo?
— Na mularzy. U nas jest tylko jeden, karbowego Podysioka syn, ale on się przysięgał, że o niczem nie słyszał.
— A o czemże miał słyszeć?
— Ano, że mularz chcieli pono Ojca Świętego prochem wysadzić, niby ze dworca, gdzie mieszka, ale w nocy przyszło od Pana Jezusa pisanie do Ojca Świętego, żeby się pilnował.
— Aa! jestem w domu! — zawołał Maszko. — Czy to nie o wolno-mularzach jegomość mówił.
— A ino, ino, ino!
Ma foi! — zawołał książę Antoś — doskonalem się ubawił. No, idź już sobie, mój człowieku!
Ale gospodarz zwrócił się do Złotopolskiego.