Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I cóż? I zobaczywszy, że to Hegel, powiada: „a!” a prosta rzecz, że gdyby nie słyszała o Heglu, toby nie powiedziała: „a!
— Trzeba było powiedzieć: „b!” — mówi książę Antoś — to i tybyś uchodził za uczonego.
Tu już pan Maszko bucha takim śmiechem, że pęka mu spinka przy kołnierzyku, a Miś Rossowski odpowiada:
— Nie puszczaj się, drogi Antosiu, na alfabet, bo wątpię, czy dociągniesz do końca.
Ma foi! i ja wątpię. Jasiu, chodźmy na obiad. Misiu, gotuj speech!
Jakoż przechodzą wszyscy do sali jadalnej, z której ścian spoglądają na nich wąsate, groźne twarze dawnych Złotopolskich. Maszko spogląda na nich, jak lis na winogrona. Wszyscy siadają do obiadu.
— A cóż twoi niemcy? — pyta Miś.
— Spodziewam się, że nie z nami — odpowiada Jaś. — Sprowadziłem im bajryszu, który piją teraz u rządcy.
— Ależ mają, bo mają talarki.