Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kto?
— Niemcy.
— Jacy?
— Koloniści.
— Aa!
— Ale musisz jechać do Złotopola.
— Po co?
— Ułożyć cały interes. Ja pojadę z tobą.
— I zostanie mi się co, jak sprzedam w ten sposób Złotopole?
— Mój kochany, Złotopole razem z Kalinowszczyzną, to magnacki majątek; gdyby towarzystwo sprzedało, to nietylko ty nic byś nie dostał, ale jeszcze wierzyciele by spadli. Inna rzecz kolonizacya.
— Ileż może pozostać?
— Ze trzykroć — rzekł niby niedbale Maszko. — Zresztą, uważasz, ponieważ to tak dobrze brzmi: Złotopolski na Złotopolu — znajduję więc sposób, żebyś Złotopole sprzedał, a jednak je miał.
— Niech kto co chce mówi, ten Maszko jest jednakże gentlemanem. Jakże to będzie?