Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jakże mam podawać? Wyciągam dłoń i ściskam rękę tego, z którym się witam.
— A to jest do najwyższego stopnia mauvais genre.
— Do najwyższego stopnia! — potwierdził Złotopolski.
— Przez Boga żywego! co mam robić?
— Jakto? tego nie wiesz? Nas przecie nie trzeba tego uczyć, my mamy to we krwi.
— Ależ i ja mam we krwi, zaręczam wam za to; tylko jak nie wiem, no, to nie wiem! Mam we krwi, ale... w zarodku... Każda rzecz potrzebuje się rozwinąć.
— Wiedz więc o tem, że ręki się nie wyciąga wedle zasad dobrego tonu.
— Tylko co się robi?
— Tylko się kurczy.
— Zmiłuj się, jak ja skurczę rękę i ten, z którym się witam, skurczy ją także, to się nie przywitamy.
— To się nie przywitacie, ale nie ubliżycie w niczem prawom, przyjętym przez ludzi dobrze wychowanych. Podając rękę, trzyma się dłoń wyprostowaną przy sa-