Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ra go tolerowała, a czasem się nim bawiła. Ale pan Maszko miał zdrowy rozsądek i wolał, żeby tacy ludzie drwili z niego, niż żeby nie mieć znajomości między takiemi ludźmi. Pan Maszko miał nawet rozum, bo oczywiście tacy ludzie oddawali mu w ręce interesa majątkowe, na czem zarabiał; pan Maszko miał nawet charakter, bo oddawał wszelkie możliwe usługi takim ludziom, szukał ich, szczycił się ich znajomością, ale pieniędzy im nie pożyczał.
Bonjour! bonjour mes amis — witał pan Maszko, podając ręce obydwom.
Młodzi ludzie, nie wstając, podali mu dłonie.
— Ach, Maszko! że też ty nigdy nie nabierzesz manier — rzekł zimno Rossowski. — Ty chyba nie masz w sobie krwi naszej.
— Naprzód, wiedz o tem — odparł przybyły, — że Maszkowie są tak dobrą szlachtą, jak i wszyscy inni, a powtóre, powiedz mi, w czem moje maniery zasługują na zarzuty?
— Jak ty rękę podajesz?