Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/380

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ram właśnie moje najważniejsze rzeczy, ale jak pojmujesz, to wymaga czasu.
GINA (trochę niecierpliwie). Czy mam ci pokój uprzątnąć, czy téż rzeczy pakować?
HIALMAR (rzucając groźne spojrzenie na Grzegorza). Pakuj i uprzątaj.
GINA (bierze worek). Dobrze, więc włożę tutaj koszulę i inne rzeczy (idzie w głąb mieszkania i drzwi za sobą zamyka).
GRZEGORZ (po krótkiem milczeniu). Nigdy mi na myśl nie przyszło, by rzeczy tak się obróciły. Gdzież tu konieczność porzucenia domu i ogniska?
HIALMAR (chodzi niespokojnie po pokoju). Więc jak ci się zdaje? co mam uczynić? Nie jestem stworzony do cierpienia, potrzebuję miéć wkoło siebie spokój, wesołość, wygodę.
GRZEGORZ. Alboż ci tego braknie? Teraz, zdaje mi się, masz właściwy grunt pod nogami, na którym spokój domowy zbudować możesz. A pomyśl także o twoim wynalazku, powinieneś żyć dla niego.
HIALMAR. Ach! nie mów mi o tym wynalazku, ten wynalazek jest jeszcze w lesie.
GRZEGORZ. Jakto?
HIALMAR. Mój Boże, cóż ja właściwie mam wynaléźć? Inni już wszystko powynajdywali, co dzień trudniéj o coś nowego.
GRZEGORZ. A tyś włożył w to tyle pracy — zmarnowanéj.
HIALMAR. To ten pustak Relling głowę mi zawracał.
GRZEGORZ. Relling!
HIALMAR. Tak, on pierwszy zwrócił moję uwagę, że mógłbym coś wynaleźć w dziedzinie fotografii.
GRZEGORZ. Aha! — więc Relling.
HIALMAR. Dało mi to wiele szczęścia. Nie tyle szło o sam wynalazek, ale Jadwinia w niego wierzyła — wierzyła z całą potęgą swej dziecinnéj wyobraźni. To jest, ja — szalony, byłem przekonany, że wierzyła.
GRZEGORZ. Czy możesz sądzić, że Jadwinia udawała...
HIALMAR. Alboż ja wiem? Jadwinia stoi mi na drodze, przysłoniła mi słońce życia.
GRZEGORZ. Jadwinia? Doprawdy? Jakim sposobem przysłania ci słońce?
HIALMAR (nie odpowiadając). Jakżem ją niewypowiedzianie kochał. Jakże czułem się niewypowiedzianie szczęśliwy, wracając do mego ubogiego mieszkania, gdy ona wybiegała naprzeciw mnie z błyszczącemi oczyma. O! ufający szaleniec! Jakżem ją kochał. Opowiadałem jej o moim wynalazku, marząc, wyobrażając sobie, że ona kocha mnie także bezgraniczną miłością.
GRZEGORZ. I to miałoby być złudzeniem?