Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


AKT III.
Redakcya Posła ludu. W głębi drzwi wchodowe, na prawo w téjże ścianie drugie drzwi szklane, przez które widać drukarnię. W prawéj ścianie trzecie drzwi: Na środku pokoju duży stół, przykryty papierami, dziennikami, książkami. Na lewo blizko sceny okno, a przy niém biurko, z wysokiém krzesłem. Przy stole kilka foteli, około ścian, gdzieniegdzie krzesła. Cały pokój ciemny i niemiły. Meble stare, krzesła mają pokrycie brudne i podarte. W drukarni widać kilku pracujących zecerów, daléj ręczną prasę w ruchu.

SCENA PIERWSZA.
(Haustad siedzi przy stole i pisze. Niedługo wchodzi Billing z rękopismem doktora w ręku, drzwiami z prawéj strony).

BILLING. No, powiedziéć muszę...
HAUSTAD (pisząc). Czyś go pan przeczytał?
BILLING (kładąc rękopism na biurku). Czytałem.
HAUSTAD. Nieprawdaż, że doktór trochę ostro występuje.
BILLING. Każde słowo trafia, jak uderzenie młota, z druzgoczącą siłą.
HAUSTAD. Bo téż tacy panowie nie upadają od pierwszego razu.
BILLING. Z pewnością nie, ale my uderzać będziemy, dopóki nie upadną. Kiedym ten rękopism czytał, zdawało mi się, że słyszę w oddali wrzącą rewolucyę.
HAUSTAD (odwracając się). Pst! Byle tylko Thomsen coś podobnego nie usłyszał.
BILLING (ciszéj). Thomsen to tchórz, ma zajęcze serce, nie posiada ani iskry męskiéj odwagi. Tym razem jednak, pan swoję rzecz przeprowadzi? Wydrukujesz pan rozprawę doktora?
HAUSTAD. Jeżeli tylko burmistrz nie ustąpi.
BILLING. To byłoby bardzo przykre.
HAUSTAD. Na szczęście, jakikolwiek obrót rzeczy wezmą, możemy