Gdy trąbka bojowa życia zabrzmiała w mej duszy marszem uczuć ludzkich, nie wiedząc, jakie wstąpić szeregi, zamknęłam się w komórce ciasnych mych pojęć — czekając natchnienia nieba...
Czekałam Anioła z gwiazdą na czole, któryby świetlanym swym szlakiem — powiódł mnie w tłumu szeregi.
I stało się, że stanął przedemną! i dotknął mi czoła złocistą swą gwiazdą, ubrał ramiona w skrzydła srebrnopusze, a ciasną komórkę mych pojęć — zmienił w świątynię geniuszów świata... I wziął mnie na białe swe skrzydła i uniósł ku szczytom obłoków!...
Tonęłam w zachwycie...
Ucho chciwie łowiło słowa poezyi — tony muzyki — pieśń miłości! — Oko ginęło w tęczy kolorów... w rysach posągów wykutych z kamienia... Dusza cała gubiła się w sztuce świata...
Dotknięta iskrą tworzenia — drgałam jej pragnieniem i wypełnieniem... Niczego już więcej nie chciałam, bo w sztuce świata rozumiałam jego doskonałość!
W tem... zbladła gwiazda mego Anioła, opadły puszyste skrzydła... a — zdala... zdala... gdzieś z bagna świata — płynęła — smętna, żałosna, urywana, pełna bólu — skarga...
— O Aniele! — krzyknęłam więc jest moc, która ci może odjąć blaski i siłę?
— I odjąć i spotęgować — odpowiedział mój geniusz poważnie. Gdyby nie ta moc — która płynie łzą, gdyby nie ta moc — którą kryje jęk, gdyby nie ta moc — co się zowie ból, czyż geniusz mógłby egzystować?... Geniusza sztuki rodzi łza — jęk — i ból!
— Więc łza, jęk, ból, jest matką geniusza? — pytałm drżącym trwogą głosem.
— Wyrzekłaś! — odrzekł gnie-
— Wyrzekłaś! — odrzekł gwieździsty mój Anioł.
Ścisnęło się serce moje a dusza powlokła obłokiem smutku, bo zrozumiałam, że, aby uzyskać gwiazdę na czole, skrzydła u ramion, trzeba wpierw być łzą, jękiem, bólem...
— A łzę, jęk, ból, — geniuszu
Strona:Helena Staś - Wizya córy Polski.djvu/1
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.
Wizya córy Polski.