Strona:Helena Mniszek - Verte T.1.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z trudem udało się Elży nareszcie dojść do słowa i upewnić Słupską, że mogą być bezpieczni w Wyrębach, bo postępek leśniczego uważa za wyskok nieprzytomnego człowieka i gbura, że przeto szkodzić mu nie chce, ale ostrzega, by się to więcej nie powtórzyło. Słupska chciała jej upaść do nóg, lecz Elża miała już dosyć tej sceny. Rzekła sucho:
— Dziękujcie raczej panu Uniewiczowi, nie mnie, bo gdyby w lesie nie ostrzegł w porę pani męża, wówczas i jabym wam nic nie pomogła.
Po odejściu Słupskiej Elża długo, długo nie mogła zasnąć, myślami swemi oplotła Tomka, Karolcię i ich niewinną idyllę, pomimo zapałów krwi. A wszakże Tomek przyznawał się do zmysłowych pragnień względem tej dziewczyny i o niej mówił, że już gotowa na wszystko, teraz to samo potwierdziła jej matka. Więc ocaliła ją uczciwość Tomka; czy tak ją kochał głęboko, że nie chciał jej zbrudzić i istotnie myślał o małżeństwie, czy też pożądał jej tylko i uczciwość zwalczyła w nim zmysły?... Słupska mówi, że, gdzie jest wielka miłość, tam i uczciwość, zatem moralność głuchnie i ślepnie. Wygodna teorja i bardzo pierwotna, ale czy prawdziwa w zastosowaniu do miłości jako takiej, nie do szału, lecz do miłości, do umiłowania bezgranicznego na życie całe. „Wielkie lubienie” wedle wyrażenia Słupskiej, to jeszcze nie miłość, owo ich lubienie może być właśnie tylko pożądaniem, które u natur ekspansywnych zdolne wykluczać wszelkie inne uczucia i prawa. Tomek jest porywczy, a jednak coś go powstrzymało. Ale co?... czy miłowanie i złączony z niem szacunek dla kochanej istoty, czy też etyka, przezwyciężająca w nim nawet żądzę?... ja byłam piorunem, zabijającym ich idyllę — myślała Elża, a wobec tego Tomek nie kochał Karolci, bo pożądanie można zabić pożądaniem silniejszem, wrażenie większem wrażeniem, ale nigdy miłość miłością. Miłość w całej swej potędze, zachowuje imperatorską wyłączność niezłomną i wielką.
Pionowa fałdka stanęła pomiędzy brwiami Elży. Myślą zagłębiała się w istotę miłości. Czy zawsze można tu odróżnić falsyfikat od oryginału? Czy ktoś, kogo to zagadnienie bezpośrednio dotyczy, może sam nad sobą przeprowadzić tak ścisłą psychologiczną analizę, by postawić niezbity wniosek: miłość prawdziwa, oryginalna, twórcza, czy łudząco doskonały pozór miłości? Wszystko jedno, czy głównym podłożem jest strona duchowa, czy zmysły, może się na tej glebie zrodzić i cenny djament prawdy i olśniewająca imitacja tejże. To labirynt, w którym można zbłądzić zawsze, szukając tej prawdy, szczególnie, gdy przewodnikiem jest bujna wyobraźnia i zapał, nadmierna wrażliwość i tęsknota miłosna. To są moje wady — sądziła Elża samą siebie. Ja zawsze wyobraźnią wybiegam dużo naprzód, płonę pragnieniem uczuć i każdy ich objaw przejaskrawiam, upiększam do maximum i upajam się tym blaskiem, dopóki słońce zapału świeci jasno, czyli do ocknięcia się świadomości, własnego „ja”, bo wówczas następuje zmierzch,