Strona:Helena Mniszek - Czciciele szatana.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Pasja ich rosła. Zatopieni byli w czerwonej kurzawie dukatowego złota, siały się dokoła złote pyły, urokiem tchnęła ta noc pod grozą wybuchu, pełna niepokoju, będąca jakby wyrazem namiętności rozhulanej natury.
Na balkonie zaszemrały ciche szepty.
— Czego tak drżysz, jedyna, boisz się...?
— Nie... lecz myślę, że gdyby w takiej chwili nastąpił koniec świata, ludzie ginęliby w szale zachwytu.
— To prawda! Wezuwjusz uczcił nas pyszną illuminacją. Najśmielsza wyobraźnia maleje przy tem zjawisku.Cudowne...! Jakże ty drżysz...
— Bo wiesz... zatraca się pojęcie, czy ta noc jest obrazem piekła, czy... nieba...?
— To sprawił Demon, nasz demon, on tu panem. Patrz...! jesteśmy okryci... złotym deszczem.
Drgnęli oboje, jak smagnięci biczem ognistym, ona przylgnęła do niego mocniej, na nic już nie pomna i... nagle została porwaną gwałtownie w objęcia.. Zdusił ją w ramionach, przegiął w tył i chciwemi wargami, gorącemi, jak