Strona:Helena Mniszek - Czciciele szatana.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ła w malarstwie przy zwiedzaniu tak bogatych zbiorów dzieł sztuki — zapytał nagle mąż ciekawej niewiasty, przerywając żonie dalszy ciąg jej badań z wyraźną intencją.
Jeszcze kilkanaście słów szablonowej grzeczności i pożegnanie. Kobiety podały sobie ręce chłodno; grzeczna obojętność z jednej strony, wyraźny już sarkazm bez osłon z drugiej, mężczyźni zamienili uściski dłoni nieco cieplej.
— Może się teraz spotkamy w jakiej bibljotece, co znowu pana zapewne żywiej interesuje? — uprzejmie przemówił mąż zgryźliwej żony.
— Może, lecz już nie w Rzymie, jutro wyjeżdżamy.
— Tak prędko, już państwo zwiedzili wszystko? Dokądże teraz...? — zaszczebiotała chciwa nowej plotki niewiasta.
— Zwiedzamy Rzym dużo dawniej, niż państwo. Żegnam.
Sztywny, lecz bez zarzutu gentlemeński ukłon i rozstali się. Szli w milczeniu przez szereg sal, ona cicha spłoniona, on z silnie namarsz-