Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— No, to się pierwszemu Michorowskiemu zdarzył taki casus. Ojej! moi przodkowie w grobie się przewrócą.
Lekarz obejrzał ranę. Ciało prawej ręki było przestrzelone na wylot, ale kość nie ruszona.
Bodzio wyciągnął drzącą z bólu dłoń do swego przeciwnika.
— Wybaczmy sobie; prawda? Swoją drogą — może to nie wypada, ale powiem: oto żałuję, żem panu nie odtrącił małego paluszka u nogi. Co?! To dopiero byłby strzał! Na drugi raz się poprawię.
W karecie Bohdan osłabł.
— Nie tyle z bólu, ile pewno z wrażenia — uspakajająco rzekł lekarz do Waldemara:
— Pierwszy pojedynek — to emocja.
Bohdan coś szeptał zbielałemi wargami. Ordynat podtrzymał go.
— Co mówisz Bodziu? — spytał troskliwie.
— Ee! nic. Ale to nie koniec. Wyzwę kiedy jakiegoś tam... i... kropnę, aż miło. Drugi raz taki głupi nie będę.
Syknął zlekka i szepnął jeszcze.
— Ojej! żeby choć było o co?...
Przez kilka dni ordynat nie mógł się dowiedzieć przyczyny pojedynku.
Bohdan zaciął się w milczeniu.
Nareszcie sam zaczepił Waldemara.
— Wuju: czy kobieta warta jest, żeby za nią umrzeć?...
— Nie wiem, o jakiej kategorji kobiet mówisz?
— Kategorje! kategorje! Mówię: kobieta i kwita. Każda ma nos do wąchania, oczy do kokietowania, usta do całowania i cnotę do sprzedania.
— Bluźnisz i sądzisz stronnie, podług swych ideałów z półświatka. To nie racja — odrzekł surowo ordynat.
Bohdan umilkł, chodził zdenerwowany po pokoju. Nagle stanął obok Waldemara w wyzywającej pozie.
— A ja mówię wujowi, że świat składa się przeważnie z takich właśnie fatałachów babskich. Zawiercą człowiekowi w nozdrzach, aż się zakicha, ale każdy lezie na ten miód. Kobiety porządne, wielkiej wartości, nie wywołują pojedynków, zabójstw, bo są może jak święte, którym się całuje szaty. Ale zanim się do takiej człowiek dochrapie, to go mogą sto razy djabli wziąść przez — łachman.