Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Baronowa wybuchnęła.
— Histerjujesz! Wieczne skandale! Co ty wyrabiasz?... Tu est folle!
Potok słów, pełny oburzenia i złości, przeplatanych francuzczyzną, wyrywał się z ust pani Idalji. Ale Lucia była jakby głucha. Patrzała w okno z zimną krwią, tylko wargi ust drżały uśmiechem nienaturalnym. Baronowa po wybuchu gniewu zaczęła prosić, zaklinać. Nic nie pomogło. Lucia odpowiadała na wszystko bezwzględnie:
— Dziś nie wyjdę.
— Pięknie się zachowujesz!... Oświadczył mi się o ciebie książę Zygfryd. Posłałam cię prosić; wie, żeś zdrowa. On czeka w sali, a ty...
Wzruszyła ramionami wściekle.
— Histeryczka — syknęła zjadliwie.
Lucia podniosła się.
— Od tego trzeba było zacząć, mamo — rzekła spokojnie. Wiedziałam o waszym spisku. Moją odpowiedź księciu daję swojem postępowaniem. Nie chcę go widzieć i znać.
Baronowa zatrzęsła się.
— Malheureuse fille! Zastanów się, co robisz. Obrazisz go raz na zawsze! Taka partja niebywała, taki gentleman!
— Nie chcę go widzieć i znać — powtórzyła westalka.
— Dlaczego! Jaki powód?
Lucia nic nie odrzekła.
Baronowa zaśmiała się rubasznie.
— A! pewno stara śpiewka: „nie kocham go“.
Milczenie.
Pani Idalja wybiegła z pokoju.
Zanim doszła do sali, uspokoiła swój głos i wyraz twarzy. Do oczekującego w małym buduarku księcia, rzekła z uprzejmym uśmiechem, prawie zachwycającym:
— Cierpliwości, cher prince. Moja córka jest trochę,... niezdrowa... Zupełnie niespodziewanie... migrena... un peu de nerves. Vous comprenez?...
Książę, elegancko pochylony naprzód, trzymając duży palec lewej ręki w kieszonce kamizelki, błysnął binoklami i prawą dłonią musnął sporą łysinę świecącą z pomiędzy utrefionych włosów.
— Spodziewam się jednak... — zaczął nosowym głosem.
Lecz baronowa żywo mu przerwała: